Paulini Wrocław

św. Cyprian IIIw. - Katecheza w czasach epidemii

św. Cyprian IIIw. - Katecheza w czasach epidemii

 
Św. Cyprian
 
Pochodził on z zamożnej rodziny z Kartaginy w Afryce, – a od rodziców choć pogańskich otrzymał staranne wychowanie. Został retorem - nauczycielem wymowy, co wówczas było niemałym zaszczytem. Nawrócony i ochrzczony, z całym zapałem afrykańskiego serca oddał się Panu Bogu. W 247 r. wyświęcony na kapłana, a w rok później na Biskupa Kartaginy, począł z apostolską gorliwością gromić występki, zwalczać błędy, umacniać chwiejnych, bronić praw Kościoła. Udało mu się zwalczyć herezję Nowacjana. Gdy 257 r. w całym państwie rzymskim wybuchło nowe prześladowanie chrześcijan, ówczesny wielkorządca kartagiński pierwszego skazał na wygnanie św. Cypriana. Poganin związał słudze Bożemu ręce, ale słowa Bożego nie był w stanie związać. Z miejsca swego wygnania przesyłał św. Cyprian raz po raz do swych owieczek listy pełne miłości, w których ich z ojcowską pieczołowitością zachęcał do wytrwania na raz obranej drodze. Rok później Galerian namiestnik Kartaginy kazał go stawić znowu przed swoim sądem i skazał na śmierć przez ścięcie. Uszczęśliwiony tym wyrokiem święty Biskup zawołał: "Deo gratias" (Bogu dzięki), po czym wręczywszy poprzednio katowi swą sakiewkę, jako nagrodę za to, że miał mu ułatwić zdobycie palmy męczeńskiej, został ścięty 14 września 258 r.
 
 
KATECHEZA "O ŚMIERTELNOŚCI" (DE MORTALITATE)
 
Św. Cyprian napisał ten tekst, w roku 252, kiedy w Kartaginie wybuchła epidemia. A potem rozeszła się po całym państwie rzymskim, a szczególnie w Afryce, rzucając popłoch i rozpacz nie tylko pomiędzy poganami ale też i pomiędzy wierzącymi chrześcijanami. Uspokoić umysły, zwrócić je ku Niebu, wskazać jakie korzyści wierzącemu człowiekowi przynosi ze sobą dobra śmierć: oto cel, jaki św. Cyprian miał na oku. Poniżej fragmenty tej katechezy.
 
I. Powód pisania.

Nie wątpię, najmilsi bracia, że większość z was, odznacza się męstwem ducha, siłą wiary i pobożnością, której nie trwoży i nie łamie widok panującej dzisiaj śmiertelności, ani nie osłabiają pokusy ale raczej umacniają ją, tak iż na kształt niewzruszonej i twardej skały, druzgocze mętne fale świata i gwałtowne burze tego życia. Wszelako widzę także i to, że niektórzy z was, albo z niewiadomości, albo z powodu słabej wiary i z przywiązania do (ziemskiego) życia, albo też nareszcie wskutek przyrodzonej wrażliwości lub, co gorsza, wskutek nabycia błędnych w tej mierze przekonań, chwieje się nieco i nie okazuje już tej boskiej i niezwyciężonej mocy, jaka w ich sercu powinna się mieścić. Dlatego sądziłem, że nie wolno mi dłużej ukrywać się i milczeć, lecz z całą siłą i według możliwości przemówić do was w duchu nauki Pańskiej, aby w ten sposób rozbudzić z bycia ospałymi dusze zniewieściałych (przestraszonych), a tych, którzy zaczęli już być mężami Chrystusowymi i Bożymi, zachęcić do tego, by się stali godnymi Boga i Chrystusa.

II. Nie należy lękać się burz tego świata, bo one są już przepowiedziane.

Kto bowiem w Bożym wojsku służy, kto w Bożym przebywając obozie, Boskich rozkoszy się spodziewa, ten powinien z góry przygotować się na to, aby nie lękać się i nie trwożyć wśród burz i huraganów świata. Pan bowiem przepowiedział już, że te rzeczy się spełnią a pragnąc zachęcić dzieci Kościoła swego do cierpliwego znoszenia przyszłych ucisków, sam jako wszechwiedzący głosem opatrzności swojej oznajmił nam, że głód i wojny, trzęsienia ziemi i zarazy w różnych miejscach powstawać będą. I aby nas niespodziana trwoga wobec tych ciężkich nawiedzeń nie złamała, wcześniej już zapowiedział, że w ostatnich czasach przeciwności te będą coraz częstszymi. Więc i teraz dzieje się tylko to, co On przepowiedział. Ale jeśli sprawdza się rzeczywiście to co Bóg zapowiedział, to jest także dowodem na to że i obietnice Jego się spełnią. Obietnice które dał nam mówiąc: Tak i wy, gdy ujrzycie że to się dzieje, iż blisko jest królestwo Boże (Łk. 21, 31). A zatem, bracia najmilsi, królestwo Boże do nas się zbliża! Zbliża się już nagroda za życie i radość zbawienia wiecznego i wieczne bezpieczeństwo i posiadanie utraconego niegdyś raju! Świat przemija, ale po tym co ziemskie, nadchodzi już to co niebieskie! Nędza ustępuje wielkości i doczesność wieczności! I gdzież tu miejsce dla trwogi lub zbytecznej troski? Czymże bojaźń wobec tej obietnicy, jeśli nie małodusznością i niewiarą? Bo tylko ten przed śmiercią drżeć może, kto z Chrystusem połączyć się nie chce. I ten tylko nie chce połączyć się z Chrystusem, kto nie wierzy, że wtedy dopiero królować z Nim zacznie.

IV. Nędza ludzkiego życia.

Bo czymże to życie doczesne, jeśli nie walką bezustanną z szatanem, w której strzały i pociski jego wciąż odpierać trzeba? Walczyć musimy ze skąpstwem i zmysłowością, z gniewem i pychą, z ciałem i ponętami świata – a przykra to i żmudna walka. Dusza ludzka otoczona jest zewsząd jak wałem pokusami szatańskimi i ledwie może oprzeć się tylko pojedynczym nieprzyjaciołom. Zwyciężysz chciwość – rozbudzi się w tobie lubieżność. Pokonasz zmysłowość – napastuje cię pycha. Wzgardzisz ambicją – jątrzyć cię będzie gniew, nadymać pycha, wabić pijaństwo, a zazdrość wszelką zgodę i przyjaźń uczyni niemożliwą. Będziesz złorzeczył, choć Bóg zakazuje; skłonią cię do krzywoprzysięstwa, choć wiesz, że ono niedozwolone.
 
VII. Jak pożyteczną rzeczą jest świat ten opuścić
 
Jak bardzo pożyteczną rzeczą jest opuszczenie tego świata pokazuje nam sam Chrystus: nauczyciel i miłośnik naszego zbawienia i tego co dla nas pożyteczne, w momencie, gdy mówi do swoich uczniów zasmuconych wiadomością o Jego rychłym odejściu: Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie (J. 14,28). Przez te słowa poucza nas bowiem Chrystus, że nie powinniśmy boleć nad tym, gdy nasi drodzy, których miłujemy, świat ten opuszczają, ale pamiętać o tym co Apostoł mówi w swoim liście: Dla mnie bowiem żyć to Chrystus a umrzeć to zysk (Flp.1,21). Ten to bowiem Boży mąż za największy zysk uważał nie być już więcej skrępowanym przez ziemskie pęta, ale być wolnym od wszelkich występków i upadków ciała, być wyjętym spod ucisków gniotących ducha, wyrwanym z zatrutej paszczęki szatana, aby w końcu wejść na wezwanie Chrystusa do wiecznej radości zbawienia.
 
 VIII. I wierni podlegają nędzom tego życia
 
Tymczasem wielu z nas się gorszy, tym że ta zaraza nawiedza tak samo pogan jak i wiernych, jak gdyby chrześcijanin miał wierzyć tylko po to, aby być wolnym od wszelkiego nieszczęścia i mógł wesoło używać tego świata, a nie dlatego, aby przez wszelkiego rodzaju cierpienia zdążał do przyszłej radości. Dziwią się niektórzy, że ta śmiertelność jest nam wspólna z innymi ludźmi. Lecz pytam: czego nie mielibyśmy mieć wspólnego z innymi ludźmi w tym życiu, skoro tak samo jak inni się rodzimy i takie samo ciało posiadamy? Dopóki tutaj na świecie przebywamy, ciało nasze jest takie samo jak całego rodzaju ludzkiego i to czyni nas równymi i tylko duch wyróżniać nas może. A przeto wszelkie nędze i dolegliwości ciała na równi z całym rodzajem ludzkim tak długo musimy znosić, jak długo z podległego zepsuciu, nie zmieni się w nieskazitelne i ze śmiertelnego w nieśmiertelne, czyli dopóki nas Chrystus do Boga Ojca nie zaprowadzi. I dlatego, gdy ziemia nie rodzi zboża, wszyscy ludzie cierpią; gdy nieprzyjaciel miasto oblega, wszystkich obywateli gniecie niewola; gdy niebo pogodne deszczu nie spuści, wszyscy tę samą posuchę cierpią; gdy okręt o skały podwodne uderzy, wszyscy jadący nim stają się na równi rozbitkami. I ból oczu i upał gorączki i niemoc członków, są nam wszystkim wspólne, jak długo na tym świecie takie samo ciało dźwigamy.
 
X. Przykład Hioba i Tobiasza.
 
Tak na przykład Hiob, gdy stracił mienie, pogrzebał dzieci, a ranami okryty przez robactwa żywcem był toczony – był nie pokonanym, lecz jedynie doświadczonym. Gdyż w boleściach owych straszliwych okazał całą cierpliwość swego pobożnego serca mówiąc: Nagi wyszedłem z łona matki mojej i nago tam wrócę. Pan dał, Pan zabrał. Jak się Panu podobało, tak się stało. Niech imię Pańskie będzie błogosławione (Hi.1,21). A kiedy nawet żona go namawiała, aby się zniecierpliwił i mówił przeciw Bogu, odrzekł: Mówisz jak kobieta szalona. Dobro przyjęliśmy z ręki Boga, czemuż zła przyjąć nie możemy? Słowem: w tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył swymi ustami (Hi. 2,10). Dlatego też sam Pan Bóg daje świadectwo jego cnoty, gdy mówi do szatana: A zwróciłeś uwagę na sługę mego Hioba? Bo nie ma na całej ziemi takiego drugiego (Hi. 1,8). Podobnie i Tobiasz dokonawszy dzieł wspaniałych, za uczynki miłosierdzia był wielce sławiony, choć wzrok stracił, błogosławił jednak Bogu w tych przeciwnościach. A tak przez samo cierpienie zasłużył sobie na jeszcze większą pochwałę. I jego kusiła żona mówiąc: Gdzie są teraz twoje ofiary? Oto cierpisz (Tb. 2,22). Lecz on jako mąż stały i ugruntowany w bojaźni Bożej, uzbrojony w pancerz wiary, znosił wszelkie cierpienia i nie uległ pokusie słabej żony i tak przez większą cierpliwość na większą łaskę Bożą sobie zasłużył. Dlatego też i Rafał archanioł chwali go później, mówiąc: Odkryję przed wami całą prawdę, nie ukrywając niczego. Gdyś się modlił z płaczem i grzebałeś umarłych opuszczając swój posiłek, chowając przez dzień umarłych w twoim domu, a grzebiąc ich w nocy, ja zanosiłem twoją modlitwę przed Pana. A żeś był przyjemny Bogu, potrzeba było, aby cię pokusa doświadczyła. A teraz posłał mnie Pan, aby uzdrowić ciebie i twoją synową Sarę. Ja jestem Rafał, jeden z siedmiu aniołów, którzy stoją przed Panem (por. Tb. 12,11n).
 
XI. Wszystko co się zdarzy należy cierpliwie znosić.
 
Tę cierpliwość sprawiedliwi zawsze mieli i tego nauczyli się też Apostołowie z ust Pańskich, a mianowicie: nie szemrać w przeciwnościach, lecz wszystko cokolwiek się w życiu zdarzy mężnie i wytrwale znosić. Największym bowiem błędem Żydów było to właśnie, iż często przeciwko Bogu szemrali, wedle tego co Pan Bóg w księdze Liczb powiada: Oddalcie się od tej społeczności, bo chcę ich wytracić w jednej chwili (Lb. 17,10). Nie trzeba nam więc w przeciwnościach na duchu upadać, najmilsi bracia, ale niewzruszenie i cierpliwie poddawać się wszystkiemu co na nas spadnie, gdyż napisane jest: Moją ofiarą Boże, duch skruszony: nie gardzisz, Boże sercem pokornym i skruszonym (Ps. 51,19). Podobnie upomina nas i w Księdze Powtórzonego Prawa Duch Święty przez usta Mojżesza: Pamiętaj na wszystkie drogi, którymi cię prowadził Pan, Bóg twój, przez te czterdzieści lat na pustyni, aby cię utrapić, wypróbować i poznać co jest w twym sercu; czy strzeżesz Jego nakazu czy też nie (Pwt. 8, 2). I trochę dalej: Utrapił cię, dał ci odczuć głód, żywił cię manną której nie znałeś ani ty, ani twoi przodkowie (Pwt. 8,3) Abraham tak pragnął się podobać Bogu, że nie wzbraniał się w tym celu syna utracić, ale gotów był go złożyć w ofierze. Lecz ty, co nie chcesz na mocy zwykłego prawa śmierci dziecka utracić, cóżbyś uczynił, gdyby ci syna zabić rozkazano? A przecież bojaźń i wiara powinna by cię na wszystko uczynić gotowym. I chociażbyś majątek utracił, choćby choroby nieustanne wszystkie członki ciała twojego najboleśniej trapiły, choćby ci śmierć okrutna, żonę i dzieci i krewnych wydarła – to wszystko nie powinno ci być okazją do grzechu, ale pobudką do walki. A przeto niechaj te przeciwności nie osłabiają, ani nie niweczą wiary twojej, lecz niechaj będą dowodem twej cnoty. Bo wszelkie nieszczęście doczesne mało sobie waży, kto żyje w nadziei przyszłej szczęśliwości. Bez walki nie ma zwycięstwa i dopiero wtedy zwycięzca zdobywa koronę chwały, kiedy w walce zwycięstwo odniesie. Zdatność sternika w czasie burzy na jaw wychodzi, a żołnierza w bitwie. Lecz nie wielka to burza, gdy nam w niej żadne niebezpieczeństwo nie grozi. Walka z przeciwnościami dowodem jest prawdy, bo tylko drzewo głęboko zapuszczające korzenie wichurom się opiera, tylko dobrze spojony okręt pod parciem fali nie pęka; tylko próżne plewy natomiast dają się wiatru z klepiska unosić, lecz ziarno pełne i ciężkie szydzi sobie z niego.
 
XIII. W przeciwnościach doskonali się cnota.
 
Tak św. Paweł doznawszy kilkakrotnie rozbicia się na morzu, biczowania, a nawet ciężkich i mnogich walk z własnym ciałem, powiada iż te przeciwności nie męczą go, lecz poprawiają, bo im większych przykrości doznaje, tym lepiej samego siebie doświadcza. „Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana aby ode mnie odstąpił. I Pan rzekł mi: Wystarczy ci mojej łaski, albowiem moc w słabości się doskonali (2Kor. 12,7). Wtedy więc kiedy się jakaś choroba, lub słabość lub zniszczenie sroży, wtedy cnota nasza doskonali się, wtedy wiara nasza, jeśli w pokusie wytrwamy, koronę nam wysługuje, według tego co napisano: Piec wystawia na próbę naczynia garncarza, a sprawdzianem człowieka pokusa i utrapienia (por. Syr. 27,5). Bo ostatecznie między nami i innymi ludźmi, którzy nie znają Boga zachodzi tylko ta różnica, że oni w przeciwnościach szemrzą i narzekają, podczas gdy nas cierpienia nie tylko nie osłabiają w cnocie i we wierze, ale owszem umacniają.
 
XIV. Chrześcijanie nie powinni się bać śmierci.
 
Albowiem straszne boleści, wewnętrzny ogień gorączki, nieustanne wymioty, zapalenie oczu, gnicie nóg i innych członków ciała, ogólne osłabienie, które utrudniają chodzenie, głuchota, ślepota – to wszystko służyć powinno do umocnienia wiary. O! Bo zaiste jest dowodem wielkiej duszy mężnie potykać się ze śmiercią, gdy nas tylu chorobami dręczy! Jest dowodem wielkiej siły, stać z podniesionym czołem pośrodku tak strasznego pogromu i nie upadać z tymi, którzy w Bogu nadziei swej nie pokładają! Toteż winszować sobie powinniśmy tak sposobnej chwili i całym sercem z niej korzystać, abyśmy mężnie trwając przy świętej wierze i cierpliwie znosząc tę chorobę, wąską drogą ale bezpieczną do Chrystusa doszli i otrzymali od Niego obiecaną nam za naszą wiarę nagrodę. Śmierci ten niechaj się lęka, kto nie odrodzony z wody i z Ducha Świętego, jest skazany na ogień piekielny! Niechaj ten boi się umierać, kto nie został zaliczony, przez Krzyż i cierpienia, do sług Chrystusowych! Ten niechaj drży na samo wspomnienie śmierci, kogo po tej pierwszej, druga śmierć czeka! Ten niechaj się trwoży, kogo ogień bezustanny dręczyć będzie! Ten wreszcie niechaj się obawia, komu dlatego tylko użyczono dłuższego życia, aby przyszłe męki i jęki jego nieco odroczyć.
 
XV. Pożytek śmiertelności.
 
A że z naszych (chrześcijan) wielu umiera w czasie tej zarazy – to oznacza tylko, że wielu z więzienia świata na wolność się wydostaje. Bo taka śmierć tylko dla Żydów i pogan i wrogów Chrystusowych jest zarazą, ale dla prawdziwych sług Bożych jest szczęśliwą podróżą. Z tego, że niesprawiedliwi i sprawiedliwi bez różnicy umierają, nie wynika bowiem, by śmierć ich była jednakowa. Sprawiedliwych, Bóg wzywa wtedy do ochłody, podczas gdy niesprawiedliwych, oprawcy porywają na męki. Dla tych co wierzą, wczesna śmierć jest zabezpieczeniem – dla niewiernych zaś karą. Zaiste nieroztropnymi i niewdzięcznymi jesteśmy, najmilsi bracia, jeżeli nie uznajemy, jak wielką łaskę i dobrodziejstwo Bóg nam obecnie wyświadcza. Oto umierają dziewice spokojne o swoją chwałę i już się nie boją pogróżek antychrysta i utraty dziewictwa. Dzieci unikają niebezpieczeństw płochego wieku, a za wstrzemięźliwość swą i niewinność odbierają nagrodę. Delikatna niewiasta nie boi się już prześladowania, ani ręki lub katuszy oprawcy, bo wcześnie umierając zysk tylko odnosi. A tak bojaźń wczesnej śmierci rozgrzewa oziębłych, samowolnych czyni sumienniejszymi, jest bodźcem dla leniwych, zbiegów zmusza do powrotu, pogan zniewala do wiary, naród chrześcijański zachęca do zgody. To świeże a tak liczne wojsko Chrystusowe z większym męstwem staje do szyku, a kiedy walczyć przyjdzie, to ten który do tego wojska czasu zarazy się zaciągnął, bez bojaźni śmierci będzie walczyć.
 
XVI. Zaraza odsłania usposobienia ludzi.
 
Zresztą uznajcie sami, najmilsi bracia, jak pożyteczną, a nawet potrzebną rzeczą jest ta zaraza, która tak straszną i okropną nam się wydaje, skoro bada ona wartość każdego człowieka z osobna i usposobienie całego rodzaju ludzkiego. Skoro ukazuje: czy zdrowi umieją usłużyć choremu, czy krewni miłują się wzajemnie w Bogu, czy gwałtownicy poskramiają swą dzikość, czy chciwi umieją przynajmniej bojaźnią śmierci gasić nienasyconą żądzę pieniędzy, czy dumni potrafią ugiąć karku, czy bezbożni zaprzestają zuchwalstwa, czy bogatsi świadomi, że po śmierci swych ukochanych osób, mają bezpotomnie umrzeć, przynajmniej teraz zdobędą się na wspieranie ubogiego. Choćby zresztą śmiertelność ta nie przyniosła nam żadnej innej korzyści, to chrześcijanom i sługom Bożym w tym przynajmniej okazałaby się wielce pożyteczną że zaczęlibyśmy chętnie pragnąć męczeństwa, nauczywszy się już raz nie obawiać śmierci. Te pogrzeby, to pole naszych ćwiczeń: wieńczą duszę chwałą męstwa, a ucząc gardzić śmiercią, przygotowują do odebrania nagrody.
 
XX. Zmarłych braci nie należy opłakiwać.
 
A mnie samemu, najlichszemu słudze swemu, ileż to razy Bóg nakazywał, abym nieustannie wam wszystkim opowiadał, iż braci, których Pan wezwać raczył nie należy opłakiwać, ponieważ wiemy, że ich nie tracimy, ale tylko przed sobą wysyłamy; że ci co z ziemi odchodzą, uprzedzają nas tylko, podobnie jak pieszych uprzedzają ci, co się drogą morską gdzieś udają. Tęsknić za nimi wolno, ale nie opłakiwać ich, lub czarne szaty przywdziewać, skoro oni tam jasne noszą. Inaczej dalibyśmy okazję poganom, aby nas ganili, że płaczemy za tymi jak za utraconymi, o których mówimy, że żyją w Bogu – albo też, że nie posiadamy w sercu wiary, którą głosimy ustami. Zaprawdę przeciw wierze i nadziei grzeszymy, jeśli tak postępujemy, a wszystko co głosimy, musi się wydać fałszem i obłudą. Gdyż na nic się nie przydaje udawać cnotę jedynie słowami, jeśli potem uczynkami druzgocze się prawdę.
 
XXI. Tylko ci, co nie mają nadziei, smucą się ze śmierci drogich sobie osób.
 
Także Apostoł Paweł karci i gromi tych, co się smucą ze śmierci drogich sobie osób: Nie chcemy bracia, mówi on, waszego trwania w niewiedzy co do tych, co umierają, abyście się nie smucili jak wszyscy ci, którzy nie mają nadziei. Jeśli bowiem wierzymy, że Jezus istotnie umarł i zmartwychwstał, to również tych którzy umarli w Jezusie, Bóg wyprowadzi wraz z Nim (1Tes. 4,13-14). Mówi więc wyraźnie, że tylko ci się smucą ze śmierci drogich sobie osób, którzy nie mają nadziei. Lecz my, którzy żyjemy nadzieją, wierzymy w Boga i mocno wyznajemy, że Chrystus za nas cierpiał i zmartwychwstał, dlaczego to, przebywając w Chrystusie i mając przez Niego i w Nim zmartwychwstać, nie chcemy wyjść z tego świata, albo dlaczego płaczemy i lamentujemy za naszymi ukochanymi, którzy już ten świat opuścili, jak gdyby byli straconymi? Wszakże Chrystus Pan upomina nas: Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie. A każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki (J. 21,25n). Dlatego, jeżeli wierzymy w Chrystusa, jeżeli ufamy Jego słowom i obietnicom, wesoło i śmiało zdążajmy do Tego, z którym żyć i królować mamy na wieki.
 
XXVI. Spieszmy do naszej ojczyzny.
 
Powinniśmy zatem, najmilsi bracia, często rozważać i raz po raz myśleć o tym, że wyrzekliśmy się świata i że tymczasowo tylko jako goście lub podróżni tutaj przebywamy. Witajmy więc z otwartymi rękami ten dzień, który każdemu z nas wyznaczy mieszkanie, który nas z tego świata wyrwie i uwolni od sideł świata, a doprowadzi nas do raju i królestwa. Któż bowiem będąc z dala od ojczyzny nie spieszyłby do niej z powrotem? Któżby płynąc po morzu nie życzył sobie wiatru pomyślnego, aby czym prędzej mógł się rzucić w objęcia kochanych osób? A niebo za ojczyznę przecież uważamy; patriarchów za ojców mieć już zaczęliśmy – czemu więc nie spieszymy do nich? Dlaczego nie biegniemy zobaczyć naszą ojczyznę, uściskać naszych rodziców? Oczekuje nas tam wielka rzesza drogich osób: rodziców, braci, synów, którzy pragną nas ujrzeć; bo oni spokojni wprawdzie o własne niezmienne szczęście, ale niepokoją się jeszcze o nasze zbawienie. Jakaż to dla nich i dla nas radość zobaczyć się i uścisnąć nawzajem! Jakaż to rozkosz w tym niebieskim królestwie nie bać się śmierci i żyć na wieki! Jak wielkie i nieskończone szczęście! Patrzcie! Oto tam chwalebny chór Apostołów! Tam grono radujących się Proroków! Tam niezliczona rzesza męczenników, ukoronowana za walkę i zwycięstwo w cierpieniach! Tam tryumfujące dziewice, co pożądliwość ciała siłą wstrzemięźliwości pokonały! Tam nagrodzeni miłosierni, którzy karmiąc i wspomagając ubogich, pełnili uczynki sprawiedliwości, którzy zachowując przykazania Pańskie, przenieśli swe ziemskie posiadłości do niebieskich skarbców. Do nich, najmilsi bracia, usilnie pospieszajmy! Z nimi i z Chrystusem czym prędzej połączyć się gorąco pragnijmy! A niech Bóg zobaczy te nasze myśli! Niech Chrystus spojrzy na to postanowienie naszego serca i wiary! Bo wówczas tym obfitszej nagrody udzieli tym, którzy Go więcej pragnąć będą. Amen.